Nieudana próba osiedlenia niemieckich kolonistów w powiecie krobskim 1804/5.

źródło: Kronika Gostyńska, autor: Edmund Klinkowski.

Widoczny sentyment i pomoc, jaką dawało narodowo czujące duchowieństwo polskie Prus Południowych powstaniu kościuszkowskiemu, spowodowały, że rząd pruski po krwawym zlikwidowaniu insurekcji skonfiskował wszystkie duchowne majątki i miasta i zamienił je w król, pruskie domeny.

Los ten spotkał również cały szereg miejscowości w powiecie krobskim, w tym i Krobię samą, która, będąc od wieków posiadłością biskupów poznańskich, wówczas podlegała hr. Ignacemu Raczyńskiemu, który od r. 1793 zajmował tron biskupi. Skonfiskowany obszar krobski skomasowała Poznańska Kamera wojenna i domen w ekonomię krobską i wydzierżawiła ją byłemu staroście Michałowi Krynkowskiemu za roczny czynsz 6035 tal. W r. 1801 przedłużyła Kamera kontrakt z Krynkowskim na 9 lat, podwyższając jednakże roczny czynsz na 7276 tal. 1 gr 6 fen.3)

W kontrakcie, zawartym pomiędzy Kamerą a Krynkowskim i jego żoną Klarą z Elsnerów dopiero 20. stycznia 1802, wymienia się następujące wsie, jako należące do ekonomji krobskiej:

1)           zamek i miasto Krobia 206 dymów

2)           wieś czynszowa i służebna Żychlewo 20

3)                          Grabianowo       8

4)                          Posadowo          18

5)                          Rębowo              14

6)                          Bukownica          10

7)           wieś i folwark Sułkowice              23

8)           Potaszyce                          18

9)           Domachowo                     21

10)         wieś i folwark Krobia Stara          19 dymów

11)                        Sikorzyn               8

12)                        Szczodrochowo (p. kościański)                 9

13)         folwark Chumiątki           3

14)                        Wymysłowo       3

15)         wieś emfiteutyczna i folw. Kunowo (pow.śrem.) 26

16)                        Grodnica             10

17)                        Ostrowo              10

18)                        Gaworek (pow.śrem.) 4

„również złączone z temi dobrami korzyści”.

Mieszkańcy miejscowości objętych dzierżawą zobowiązani byli rocznie odrobić 1087 dni roboty sprzężajnej i 1340 dni roboty ręcznej, co stanowiło wartość podług kontraktu razem 234 tal. 6 gr 5 fen. Krynkowskiemu przyznano robocizny te na pierwsze sześć lat bezpłatnie, od św. Trójcy (1. czerwca) 1807 miał za nie płacić 117 tal. 3 gr 2,5 fen. (czyli połowę przyjętej wartości) Kamerze. Z dzierżawy wyłączono: polowanie, sądownictwo wraz z ściąganiem opłat sądowych i ściąganie opłat drogowych, od kupna, szosu i t. zw. łaudemij (opłata pobierana przy przechodzeniu na kogo innego dóbr emfiteutycznych). Dalej „podatki, które opłacać będą mający się w ekonomji krobskiej osiedlić koloniści, które dzierżawca wprawdzie powinien będzie ściągać, lecz in separato obliczać i odstawiać”.

Już wkrótce po zajęciu prowincyj polskich w r. 1793 powziął rząd pruski plan osiedlania „krajowych i zagranicznych” kolonistów celem podniesienia kultury rolniczej. Do „zagranicznych” zaliczano Niemców z poza obszaru pruskiego (Sasów, Wirtenberczyków itd.) i Polaków z obydwóch drugich zaborów. Członkowie innych narodowości nie zachodzą jako koloniści prawie zupełnie. Pierwsi osadnicy, trochę rzemieślników, osiedlono w miastach, później dopiero, gdy państwu przypadły znaczne obszary ziemi dzięki konfiskacie dóbr kościelnych, przystąpiono do właściwej kolonizacji na roli. Akcja ta była jednak tylko małoznaczna, o czem świadczą choćby takie fakty, że w czasach południowo-pruskich (1793—1806) osiedlono w obwodzie (Domanenbezirk) wschowskim tylko 14 rodzin kolonistów, w obwodzie dolskim tylko jedną i to jeszcze polską.

Ponieważ w zawartym z Krynkowskim kontrakcie również przewidziano, że w domenie krobskiej ma się osiedlać kolonistów jako chałupników, poleciła w r. 1804 Kamera Poznańska inspekt, budowlanemu Tolkemitowi wykonać i przedłożyć projekty na budowę trzech takich czteromorgowych osad. W lipcu przedłożyła Kamera Berlinowi, że koszty takiej osady wynosić będą 563 tal. 4 gr 6 fen, czyli ogółem 1689 tal. 13 gr 6 fen., i wniosła o uchwalenie sumy tej z funduszu kolonizacyjnego (Landlicher Colonisations-fond). Po zbadaniu kosztorysu obniżyło go ministerstwo dnia 26. sierpnia na 550 tal. 18 gr 6 fen. (1652 tal. 7 gr 6 fen.) i poleciło Kamerze, kwotę tę wyasygnować w miarę wykonania osady. Już dzień później dał król swoje zezwolenie, aby trzech „kolonistów pierwszej klasy” Wilhelma Franka, Henryka Franka i Jana Kopplera osiedlić w ekonomji krobskiej jako chałupników na 4 morgach. Koloniści ci zjawili się pod koniec sierpnia ze swemi rodzinami — razem 21 osób w nowej swej ojczyźnie.

W pierwszych dniach grudnia przyznano im z inicjatywy Kamery Poznańskiej 153 tal. 12 gr z funduszu kolonizacyjnego na zakup bydła, potrzebnych narzędzi rolniczych i różnych nasion. Równocześnie (4. grudnia) wniosła Kamera w Berlinie o to, aby jej było wolno wypłacić kolonistom nadzwyczajny zasiłek; podług sprawozdania Krynkowskiego nie byli koloniści w stanie podczas swego pobytu tamże, jakiekolwiek z ziemi wyciągnąć korzyści, i temsemem nie będą mogli przez zimę z rodzinami swemi zarobić na życie. Ponieważ nadto ceny żywności wzrosły, byłoby pożądane i potrzebne, aby przyznać rodzinie Wilhelma Franka (9 osób) 30 tal., Henryka Franka (4 osoby) 20 tal. i Kopplera (8 osób) 30 tal. jako strawne zimowe (Winter-Zehrgeld) z funduszu kolonizacyjnego. Ministerstwo przyznało wypłacenie zasiłku, ponieważ w przytoczonych okolicznościach jest potrzebny i ponieważ im też zasadniczo przysługuje. Natomiast nie zgodzono się na wniosek Kamery, aby budowę domów osadniczych powierzyć Krynkowskiemu. Kolonistom, którzy do wykończenia swych domów mieszkalnych zamieszkali w dzierżawie u wyrobnika Maciulki i „kanoniera” Roszyka, wypłacono owe 80 tal. strawnego zimowego.

Podczas długich wieczorów polskiej zimy uświadomili sobie wkońcu może koloniści, że ich położenie nie odpowiada nadziejom, z jakiemi szli na wschód. Przekonali się też, że przyznane im zapomogi nie wystarczą, i poczęli wobec tego w początkach roku (1805) kilkakrotnie prosić o dalsze „strawne” i o przydzielenie im znacznie większej roli, ponieważ, jak oświadczyli, cztery morgi nie wystarczą. Jednakowoż wszystkie tego rodzaju wnioski Poznań oddalał bez podania powodów: nie można się do nich przychylić!

Gorzki zawód, jaki ich spotkał, i wkradające się przykre stosunki materjalne a niemniej może w końcu poczucie beznadziejności na polepszenie bytu wśród otoczenia obcego pochodzeniem, mową i religją spowodowały ich, że w marcu poprosili Kamerę o paszport celem powrotu do swej ojczyzny. W Poznaniu chciano im też paszporty wydać pod warunkiem jednak, „że powrócą wypłacone im zapomogi”.

Na to oświadczyli koloniści, że nie są w stanie tego uczynić, a spisany z nimi przez dzierżawcę protokół, w którym jeszcze raz usilnie prosili o paszporty, potwierdził to. Zanim w Poznaniu zdołano powziąć wobec takiego ich oświadczenia nową decyzję, zaszedł nieprzewidziany fakt: w nocy z 4. na 5. kwietnia usiłowali krobscy osadnicy bez paszportu wyjechać; jednakowoż schwytano ich i oddano pod nadzór. Dnia 8. kwietnia wszczęła w sprawie tej dochodzenie władza (Domanen-Justizamt). Stwierdzono przytem, że koloniści w znacznej mierze poprzedali zakupione na koszt państwa bydło i inwentarz gospodarczy i za osiągnięte pieniądze zakupili sobie konie i rzeczy potrzebne im do ucieczki. Wobec tego złożyła Kamera raport Gen. Dyrektorjum w Berlinie: osadnicy prosili jeszcze raz przy ich przesłuchaniu, aby im pozwolono powrócić do ich ojczyzny „ponieważ na czterech morgach żadną miarą nie mogą istnieć. Nie wydaje nam się też dopuszczalne, aby nowemi nadzwyczajnemi zapomogami wspomnianych kolonistów jeszcze jakiś okres czasu tutaj zatrzymywać, gdyż można przewidzieć, że, gdy zapomogi te wydadzą, jednak osady swe opuszczą”, a pozatem już tem samem, że inwentarz swój sprzedali, zasłużyli na eksmisję. Dlatego polecała Kamera, aby aresztantom przez sąd krobski (Justizamt) paszporty wystawić i w nich „ich złe kwalifikacje” (Oualitaeten) móc zaznaczyć. Krynkowski otrzymał instrukcję, aby na razie kolonistów zatrudniał za utrzymanie, a odebrane im przedmioty ruchome (tłumoki itd.) wziął na przechowanie. Co do odebranych im przedmiotów zapytywano ministerstwo, czy należy je z wyłączeniem pozostałego jeszcze inwentarza wydać kolonistom lub czy też polecić je sprzedać „na częściowe pokrycie daremnie im udzielonych zapomóg”. Jeżeli im się zabierze tłumoki, zmusi się ich temwięcej, niż obecnie, do żebrania w swej powrotnej podróży. — Na to sprawozdanie dało ministerstwo rozkaz (26. 4.), aby wystawić paszporty, w nich zaznaczyć „kwalifikacje kolonistów” i powód ich powrotu i wydać ich tłumoki. Wszystkie zaś pozostałe jeszcze narzędzia itp. oraz zakupione potajemnie wozy i konie należy im odebrać i sprzedać na korzyść funduszu kolonizacyjnego. Odjeżdżającym należy surowo zakazać wszelkiej żebraniny „pod karą umieszczenia w domu przymusowej pracy”. „Oczekujemy zresztą rychłych Waszych wniosków o ponowne obsadzenie opuszczonych osad”.

Lecz znów zaszedł fakt, który pokrzyżował wszelkie plany władz. Dnia 11. maja 1805 musiała Kamera donieść Berlinowi: koloniści nie odczekali wydania paszportów, „lecz w nocy z 2. na 3. t. m. potajemnie uciekli”. Mimo ścisłego dozoru ucieczka udała im się, nie zdołano ich też pochwycić. Taki był koniec kolonizacji.

Ponownego obsadzenia krobskich osad Kamera nie zaleciła, ponieważ domy dla osadników nie były jeszcze zbudowane i ponieważ ekonomja krobska „tyle ma służebności, że celem lepszej uprawy jej folwarków nie potrzeba osiedlania rodzin wyrobniczych w tamtejszej okolicy”. Polecenie na budowę domów cofnęła Kamera tego samego dnia. Ostatniem echem tej krótkotrwałej kolonizacji było zezwolenie ministerstwa, udzielone dnia 11. lipca na wniosek Kamery, aby Maciulce i Koszykowi wypłacić z funduszu kolonizacyjnego niezapłacony przez uciekinierów czynsz dzierżawny (za czas od 2. 8. 1804 do 2. 5. 1805 w wysokości 27 tal.)

Gdzie szukać należy powodu, że kolonja ta zrobiła fiasko? — Twierdzenie osadników, że rodzina, składająca się przeciętnie z 7 osób, nie może się na dłuższą metę utrzymać na czteromorgowym kawałku ziemi, należy przyjąć za słuszne. Dziwne jest, że nigdzie nie podaje się powodów, dla których kilkakrotne wnioski w tym kierunku załatwiano odmownie. Wykluczone, aby nie można było stawić do dyspozycji większych obszarów, jeżeli nie w domenie krobskiej, to przynajmniej w innej. Konfiskata dóbr starościńskich i kościelnych (w latach 1793 wzgl. 1795) dała przecież rządowi na obszarze Prus Południowych wprost nadmiar domen. Fiasko tego osadnictwa musiały odnośne władze pruskie sobie tylko przypisać; w ich ręku leżało, aby bez przemocy przeszkodzić tak niesławnemu końcowi sprawy. Przecież rzeczą naturalną byłoby, aby państwo pruskie oddano z skonfiskowanych dóbr tyle ziemi, ile potrzeba było na wyżywienie sprowadzonych do kraju kolonistów. Że boleśnie zawiedzeni i w końcu nieufni osadnicy chwytali się środków radykalnych, aby tylko powrócić w swoje strony, to już inna rzecz.