Krobia w roku 1793

Za wkraczającem w styczniu 1793 r. do Wielkopolski wojskiem pruskiem podążył wkrótce cały sztab komisarzy i urzędników, którzy całą tę dzielnicę — nazwaną teraz Prusami Południowemi — mieli niejako skatalogować, na nowo urządzić, administrować itd. O każdym mieście spisano rodzaj katalogu, zwanego „indagandą”. Na mocy zaś „indagandy” krobskiej otrzymujemy poniższy obraz miasta tego w owych czasach.

Krobia była posiadłością duchowną, własnością biskupa poznańskiego, „który jednakowoż niedawno umarł i przebywał w Warszawie. Nowy biskup jeszcze nie jest znany.”[1] Murów miasto wówczas już nie posiadało. Wprawdzie podaje komisarz, „że miasto jest zupełnie otwarte”, lecz nie zgadza się to z ówczesnym stanem, gdyż jak wynika z późniejszych aktów, stała jeszcze brama Gostyńska.[2] Z 170 domów były 4 murowane, lecz pokryte gontami. Reszta była wzniesiona z gliny, reglówki, drzewa itd. i pokryta częściowo (33 domy) gontami, przeważnie natomiast (132 domy) słomą. Tylko zbudowane z drzewa probostwo pokryte było dachówkami. Na 19 gruntach widać jeszcze było ślady pożaru z dnia 11 października 1792. Prócz tego było jeszcze w mieście 8 placów budowlanych. Mieszczanie używali 85 stodół, z których 4 znajdowały się w mieście a 81 na przedmieściu (Jadamowie?) Przy farze i kościele śpitalnym (śpital urządzony był na 12 ubogich) było ogółem 6 duchownych. Z publicznych budynków wylicza komisarz tylko szkołę (z 1 nauczycielem) i w re-glówkę zbudowany ratusz, o którym twierdzi, że „używa go się dla jego celu”. W ówczesnych latach nie było to tak naturalne, jakby to się mogło wydawać, ponieważ ratusz w znacznie większym Poniecu był wówczas zupełnie nieużywalny, a w Gostyniu ratusza w ogóle nie było.[3] W ratuszu znajdowało się też więzienie, lecz w „złym stanie”. Zapotrzebowanie na wodę zaspakajało 6 publicznych i 35 prywatnych studzien. Do zwalczania pożarów służyły 1 sikawka metalowa, 5 wiader, 3 haki i 3 drabiny. Inwentarza żywego liczono 64 koni, 61 wołów, 194 krów, 287 owiec i 130 świń.

Grunt miejski składał się z 26 łanów roli i jednego stawu. Przy tern zaznacza komisarz, że „sąsiadujący dziedzice zabrali miastu pastwisko, o które od 4 lat już toczy proces jednakowoż bez wyniku.“ Grunta było niepomierzone.

Ogólna liczba mieszkańców wynosiła 864 głów, bez wyjątku katolików[4], mianowicie

mężów i wdowców 180

mężatek i wdów 192

synów ponad 10 lat 73

synów poniżej 10 lat 157

córek ponad 10 lat 56

córek  poniżej 10 lat 180

sług męskich      11

sług żeńskich      15

Rzemiosło było zorganizowane w cechach: szewców, rzeźników, krawców, młynarzy, płócienników i piwowarów. Kowale, kołodzieje, stelmasi, bednarze i stolarze tworzyli jeden wspólny cech. W mieście naliczono:

kowali 3

piekarzy 5

bednarzy 4

rzeźników 8

płócienników i tkaczy 14

młynarzy 8[5]

szewców 16

murarzy 3

krawców 8

kołodziejów 3

stolarzy 4

cieśli 3

Prócz tego mieszkali w Krobi:

kościelnych 2

balwierz i chirurg 1

gorzelników 11

szynkarzy 11

piwowarów 29

„doctor medicinae“ 1[6]

stróżów nocnych 2

mistrzów piwowarskich 2[7]

destylator 1

karczmarz 1

olejników 2

sług śpitalnych 2

organista 1

nauczyciel koncesj. 1

akuszerki 2

kopacz  1

Kupców i kramikarzy w Krobi nie było. Podług zdania komisarza, który naturalnie wszystkie swoje informacje otrzymywał od władz miejskich, starszych cechowych itp., mogli znaleźć jeszcze egzystencję: ślusarz, rymarz, powroźnik, garbarz, szklarz i mydlarz. Główny dochód czerpali mieszczanie krobscy w każdym razie z warzenia piwa i wódki i z rolnictwa. „Przez przemysł wełniany (Woll-Fabriquen) możnaby pomnożyć dochód miasta”, orzekł komisarz (v. Hirschfeld).

O zaspokojenie pragnienia dbała jedna „pańska*4 karczma, „w złym stanie, w której szynkowano pańskie trunki”, a zatem biskupia karczma. Policyjnych taks nie używano, miary i wagi były jednak znaczone przez podwojewodę.

Wiosek i gruntów miasto jako takie nie posiadało, również nie miało cegielni. Po cegłę jeżdżono dwie mile; gliny było dosyć pod miastem. Budulec sprowadzano z Jarocina lub Nowego Miasta, drzewo opałowe „z szlacheckich lasów, odległych o dwie mile.”

Magistrat (urzędujący jeszcze z polskich czasów) składał się z 15 osób: burmistrza, zastępcy burmistrza, pięciu radnych, pisarza, wójta i sześciu ławników. Magistrat miał jurysdykcję cywilną. Żaden z członków magistratu nie mówił po niemiecku. Urzędników wybierali mieszczanie a zatwierdzał komisarz biskupi, z wyjątkiem burmistrza i wójta, których wybierał magistrat sam ze swego łona. Z niższych funkcjonarjuszów miejskich spotykamy 1 kasjera, 1 ekonoma miejskiego (?) (Stadtschaffner), 1 sługę miejskiego, 1 dozorcę zegara i sikawki (Uhrsteller u. Spritzenmeister), 2 polowych i 2 stróżów nocnych.

Krobski budżet miejski za 1792/3 wykazywał w dochodach 994 tal. 20 sbr. gr. i w rozchodach 823 tal., czyli że miał nadwyżki 171 tal. 20 sbr. gr. Długi miejskie wynosiły 2041 tal. 8 gr. Podatek płacony dziedzicowi, czyli biskupowi, wynosił w owym czasie 473 tal. 4 sbr. gr., lecz z jakich się składał pozycyj, nie dało się stwierdzić. Podatek państwowy wynosił 550 tal. 20 gr. i składał się

z podymnego     120        tal.

z czopowego      276        tal.         20          gr.

z opłaty od rzezi               86          tal.         16          gr.

z dziesiątego grosza       67          tal.         8             gr.

Rocznie odbywało sią w Krobi ośm jarmarków, lecz bardzo „mało znacznych”. W marcu 1794 raportuje radca v. Hirschfeld: „Należy jeszcze zaznaczyć, że wprawdzie odbywa się tutaj 8 jarmarków; od czterech z nich pobiera od niepamiętnych czasów dochody dziedzic i od czterech magistrat. Jak podano, dochody mają być tylko bardzo małe, bo najwyższy dochód z jednego jarmarku bardzo rzadko ma wynosić ponad 1 talara. Powodu tego szukać pewnie należy w bezkonkurencyjności pobliskich jarmarków gostyńskich.

Na tych danych wyczerpuje się „indaganda”. Zamknięto ją 27 października 1793, poczem wysłano ją do Poznania a stamtąd do Berlina. W listopadzie wpłynęły już z Berlina zapytania i — jak przy wielu innych miastach (np. Gostyniu) — groźba zamiany Krobi na wieś. Ministerstwo pisało:

„Jeżeli biskup poznański chce zachować dla miasta swego Krobi prawo miejskie, będzie musiał postarać się o urządzenie godne miasta, jakiego Krobia podług waszej indagandy jeszcze nie posiada. Ponieważ bowiem z 170 domów tylko jeden kryty jest dachówką, 33 gontami a reszta słomą, będzie dziedzic musiał się koniecznie poczuwać do zapomogi, aby dachy słomiane najpóźniej w okresie 8 do 10 lat zamienić na dachy dachówkowe, gdyż prawdopodobnie bardzo mało tylko obywateli będzie mogło koszty pokryć z własnych zasobów.”. — „Gdyby to miało mieć miejsce także przy dziewiętnastu pogorzelcach, którzy dnia 14 październ. ub. r. utracili swe domy, to i ta odbudowa będzie potrzebować pomocy ze strony biskupa, gdyż nasze kasy nie mogą wspierać pogorzelców poddanych duchowieństwa i szlachty, ponieważ liczne pożary, jakie zaszły w miastach królewskich, przeznaczone na ten cel fundusze zupełnie wyczerpały, a nawet fundusze te nie wystarczą”.[8] Dalej pytano z Berlina, czy proces ze szlachtą okoliczną o zagrabione pastwisko został „zreasumowany”? Pozatem powinien „commissarius loci” (radca Hirschfeld) postarać się o wybudowanie lepszej karczmy i o wprowadzenie taks na chleb, piwo i mięso.

W lipcu 1794 odpowiedziała kamera poznańska Berlinowi na jego pytania: procesu dotychczas nie podjęto, gdyż dochody miasta na to nie pozwalały; natomiast postanowili mieszczanie prosić biskupa, jako dziedzica, o pomoc materialną w tej sprawie. „Osiedlenie fabrykantów wełny nie będzie mogło w Krobi nastąpić bez pomocy, do której dziedzic nie zdaje się być skory. Zresztą w mieście samem jest bardzo mało możności zarobkowania i brak zupełny ruchu, któryby rozwój fabryk mógł poprzeć/ Plan ten zatem upadł. Taksy policyjne już wprowadzono a założenie lepszej karczmy już nakazano.

W końcu warto jeszcze przytoczyć pismo dziedzica krobskiego. Kamera poznańska zapytała – na polecenie ministerstwa — biskupa Raczyńskiego, co zamierza uczynić dla 19 krobskich pogorzelców, którzy przez pożar w roku 1792 stracili swe domy. W odpowiedzi na to zapytanie zwrócił się Raczyński bezpośrednio do ministra v. Vossa następującem pismem w języku francuskim, które brzmi w tłumaczeniu:

Panie Baroniel

Kamera wojny i domen w Poznaniu poleciła mi pomyśleć o odbudowie domów spalonych przed dwoma laty w biskupiem mieście Krobi. Proszę Waszą Ekscelencję o rozstrzygnięcie, czy jestem zobowiązany ponosić ciężar, który powinien spaść na mego poprzednika, zwłaszcza że nie otrzymuję dotychczas dochodów z mego biskupstwa, i że muszę znosić niewymowne przeszkody, jakie Wasza Ekscelencja raczy stawiać złożeniu mej przysięgi homagjalnej. Oczekuję Waszego rozstrzygnięcia w tej sprawie i pozostaję z uczuciami najgłębszego poważania

Waszej Ekscelencji Panie Baronie najniższy i najposłuszniejszy sługa

Ignacy Raczyński, biskup poznański.

Berlin, dnia 23 stycznia 1794.

Jego Ekscelencji Ministrowi

Baronowi v. Voss.

Lecz v. Voss stanął w odpowiedzi na stanowisku, jakie zajęła kamera : „Państwo trzyma się zawsze tego, kto korzysta i posiada” i „Królewska kamera w Poznaniu nie może żądać odbudowy spalonych domów w Krobi od nikogo innego, tylko od właściciela miasta.” Dla tego też był Raczyński zmuszony zapomogę dla pogorzelców pokryć zupełnie z własnej kieszeni.

źródło: Kronika Gostyńska

autor: Edmund Klinkowski

(Na podstawie aktów Tajnego Archiwum w Berlinie, Gen. Dir. Prusy Południowe, Tit. LXXII Nr 524.)


[1] Zmarły dnia 15.6.1793 w Warszawie dziedzic Krobi był biskup Okęcki. Następcą jego został kanonik poznański Ignacy hr. Raczyński, proponowany przez króla pruskiego za wstawieniem się cesarza rosyjskiego i „rite et canonice” wybrany przez kapitułę poznańską dnia 21 sierpnia. Zatwierdzenie papieskie nastąpiło dopiero po sześciu miesiącach (R. Priimers. Das Jahr 1793, str. 643). Później — po stłumieniu pierwszego polskiego powstania (1794) — przystąpił rząd pruski do konfiskaty dóbr duchownych, wobec czego i Krobię zamieniono około r. 1800 na król, domenę.

[2] W maju 1806 naprawiano jeszcze most przed bramą Gostyńską a dnia 1 lipca 1806 raportuje poznańska kamera do Berlina: „Przy bramie Gostyńskiej w Krobi stoi jeszcze stary budynek, należący do tej bramy, który zupełnie jest zniszczony i w obecnym stanie nietylko szpeci miasto, lecz grozi także podróżnym ewentualnem zawaleniem się. Naprawa tego budynku byłaby zupełnie bezcelowa, ponieważ wszystkie inne dojścia miasta są otwarte (tj. bez murów i bram)” Inspektor budowlany Tolkemit oszacował wartość bramy na 4 tal. i 4 gr. Dnia 17 lipca zezwolono na publiczny przetarg budynku z warunkiem natychmiastowego jego usunięcia (Tit. LXXII Nr 527).

[3] Z notatki, że ratusza się używa, nie można jeszcze wnioskować o jego stanie. Przeciwnie ratusz znajdował się w jak najgorszym stanie. W notatce z r. 1805 czytamy: „Z powodu wielkiej ruiny i niemożności ogrzania ratusza w Krobi trzeba było na sesje magistrackie i na registraturę wynająć od samego początku organizacji (pruskiego) magistratu osobną izbę w pewnym domu mieszczańskim”, za co płacono rocznie 12 tal. (Tit. LXXI1 Nr 516). Przeprowadzony w r. 1799 remont nie zdołał usunąć złego stanu.

[4] Członkowie innych wyznań nie mogli się osiedlać w miastach podlegających jurysdykcji duchownej, najmniej już żydzi.

[5] Istniało też 8 wiatraków. W r. 1801 otrzymał młynarz Balcerek koncesję na pobudowanie nowego wiatraka po zapłaceniu rocznego „kanonu” (podatku) w wysokości 20 sbr. gr., które otrzymała kasa miejska. Nowy ten podatek nałożono przy tej sposobności „po dobroci” na wszystkich krobskich młynarzy. (Tit. LXXII Nr 523). Zresztą zobowiązani byli wszyscy młynarze płacić dziedzicowi na mocy przywileju rocznie od każdego wiatraka 1 tal. 8 gr.

[6] „Najbliższa apteka znajduje się w Bojanowie, 2 mile stąd”, podawał komisarz; pod tym względem fałszywie go informowano, gdyż apteka znajdowała się w bliższym Gostyniu.

[7] „co piwo warzą i należą do cechu”; istniał też prywatny browar. Od 1. 9. 1792 do 31. 8. 1793 wyprodukowano 992 beczki piwa po 36 garncy i 3088 śląskich kwart gorzałki, zużywając na to 868 poznańskich wierteli słodu pszennego i 386 pozn. wierteli śrutu gorzałczanego. „Dotychczas wolno było obce piwo i wódkę wewozić”; od beczki piwa (krobskiego) płacono po 6 sbr. gr. a od kwarty gorzałki po 2 sbr. gr. do kasy rządowej.

[8] W latach 1791 i 1792 były znaczne pożary w Bojanowie; Leszno i Kalisz w chwili zajęcia przez Prusy były przeważnie spalone, w kwietniu 1793 spaliła się Kopanica. Później (1801) padło ofiarą pożaru około 200 domów we Wschowie, 1803 spłonęło całe getto poznańskie i część starego miasta. Wina tych wszystkich pożarów spada przeważnie na nieszczęsny zwyczaj lekkiego budowania domów i krycia ich słomą i gontami. Władze prusko-południowe nosiły się nawet z zamiarem, aby zakazać palić tytoń na ulicach (Prumers str. 404).