Jak powstała Biskupizna

Dlaczego właśnie tutaj wiejska kultura stała się znakiem prestiżu i tożsamości?

Jest w historii Biskupizny pewna zagadka.

W Wielkopolsce istniały setki wsi. Ich mieszkańcy chodzili do kościoła, pracowali na roli, urządzali wesela, śpiewali, tańczyli, nosili odświętne stroje i mówili gwarą. Wiele wsi przechodziło w XIX wieku podobne reformy agrarne. W wielu żyli zamożni gospodarze. Dudy również nie były wyłącznie biskupiańskim instrumentem.

A jednak to właśnie w niewielkim skupisku wsi wokół Krobi powstała wspólnota tak wyrazista, że po niemal dwóch stuleciach nadal funkcjonują nazwy Biskupizna i Biskupianie, rozpoznawalny jest strój, muzyka i taniec, a lokalna kultura stała się jednym z symboli południowej Wielkopolski.

Dlaczego?

Najłatwiejsza odpowiedź brzmi: bo byli to chłopi biskupów poznańskich, żyło im się lepiej niż chłopom szlacheckim, byli bogatsi, a dzięki temu zachowali własną kulturę.

Ta historia ma w sobie część prawdy. Problem polega na tym, że jest zbyt prosta.

Nie było jednego złotego wieku chłopów biskupich

Przez stulecia Krobia i otaczające ją miejscowości rzeczywiście tworzyły rozległy kompleks dóbr biskupów poznańskich. XVI-wieczny inwentarz nazywa go Clavis Crobensis — kluczem krobskim. Kolejne rewizje pokazują wsie, folwarki, ziemie sołeckie, łany kmiece, pustki, czynsze i robocizny.[1]

Mieszkańców łączył więc nie tylko sąsiedzki krajobraz. Przez wiele pokoleń funkcjonowali w obrębie tego samego wielkiego organizmu gospodarczego, którego centrum stanowiła Krobia.

Nie znaczy to jednak, że przez całe stulecia żyli według jednego, wyjątkowo korzystnego systemu. Klucz się zmieniał. Zakładano i likwidowano folwarki, przekształcano sołectwa, zmieniano powinności. W XVIII wieku w części miejscowości rozwijano czynszowanie, ale pańszczyzna i inne świadczenia nie zniknęły po prostu jednego dnia.[2]

Dlatego zdanie „chłopi biskupi byli wolniejsi i bogatsi” jest bardziej elementem późniejszej pamięci o Biskupiźnie niż gotowym wynikiem badań.

Znacznie ważniejsze mogło być coś innego: przez stulecia mieszkańcy tych miejscowości funkcjonowali w jednej sieci gospodarczej i administracyjnej, której naturalnym centrum była Krobia.

Biskup odchodzi, przestrzeń pozostaje

Drugi rozbiór Polski w 1793 roku nie przeciął tej historii jednym cięciem.

Prusacy przejęli władzę nad krajem, ale własności dóbr biskupich nie zabrano automatycznie tego samego dnia. Dopiero w 1796 roku rozpoczął się właściwy proces przejmowania dóbr kościelnych przez państwo. Nawet wtedy pruskie przepisy rozróżniały samo prawne przejęcie od faktycznego objęcia gospodarczego. Część dawnych dzierżawców mogła nadal funkcjonować, a istniejące kompleksy majątkowe były przekształcane w domeny państwowe.[3]

To ważne.

Zmienił się właściciel, lecz nie zniknęła natychmiast przestrzeń społeczna zorganizowana wokół Krobi. Dawny klucz biskupi został w dużej mierze przetworzony w królewską ekonomię i urząd domenalny.

I właśnie w tej nowej rzeczywistości rozpoczęła się wielka XIX-wieczna przebudowa wsi.

Czy uwłaszczenie stworzyło Biskupiznę?

Tu dochodzimy do najbardziej kuszącej hipotezy.

Można sobie wyobrazić prosty ciąg: państwowa domena szybciej reformuje stosunki wiejskie, chłopi wcześniej uzyskują silniejsze gospodarstwa, bogacą się, stają się bardziej niezależni i mogą pozwolić sobie na kosztowne stroje, rozbudowane wesela oraz muzykę.

Tyle że pierwsza część tego równania nie działa.

Szczegółowe porównanie recesów regulacyjnych z wsi dawnej domeny krobskiej i okolicznych dóbr pokazuje, że własność państwowa nie dawała automatycznej przewagi chronologicznej. Prywatne Sarbinowo miało formalne wykonanie regulacji już w 1826 roku, a Pudliszki w 1829. Tymczasem dla Posadowa był to 1833 rok, Sułkowic 1834, a Rębowa 1838.[4]

Uwłaszczenie nie było więc krobskim wynalazkiem ani wyjątkowym przywilejem.

Ale kiedy zamiast dat spojrzymy na to, co po reformie pozostawało gospodarzom, sytuacja robi się znacznie ciekawsza.

W kilku wsiach domenalnych gospodarstwa należące do porównywalnych klas chłopskich były duże. W Domachowie siedem gospodarstw półrolnych miało po około 96–103 morgi, a dziewięć ćwierćrolnych około 60–63 mórg. W Rębowie, Posadowie i Sułkowicach również występują duże gospodarstwa półrolne. W części porównywanych wsi prywatnych odpowiednie nadziały były mniejsze, choć zakresy zachodzą na siebie.[5]

Nie można z tego wyprowadzić zdania: „Biskupianie byli dwa razy bogatsi od sąsiadów”. Morga ziemi dobrej i złej to nie to samo. Trzeba uwzględnić renty, podatki, inne ciężary, strukturę rodziny i produkcję.

Można jednak powiedzieć coś ostrożniejszego i historycznie ciekawszego:

reforma pomogła utrwalić w części wsi liczną warstwę gospodarzy dysponujących gospodarstwami na tyle dużymi, aby gospodarstwo pozostawało podstawą ich ekonomicznej i społecznej pozycji.

I tu zaczynamy zbliżać się do kultury.

Gospodarz nie tylko miał ziemię. Gospodarz był kimś

Wieś XIX i pierwszej połowy XX wieku nie była społecznością równych sobie mieszkańców.

Byli gospodarze, mniejsi posiadacze, komornicy, parobcy, służba, rzemieślnicy i ludzie zależni od pracy najemnej. To rozróżnienie nie kończyło się na wielkości pola.

Przenikało życie społeczne.

Jan z Domachowa Bzdęga, opisując obyczaje Biskupian, zapisał model kojarzenia małżeństw według statusu: córka gospodarza powinna wychodzić za gospodarza, a majątek był jednym z przedmiotów negocjacji prowadzonych przez swatów. Zamożność wpływała nawet na możliwość urządzenia dłuższego wesela.[6]

Adam Glapa, badający strój w połowie XX wieku, zauważał podobny mechanizm w ubiorze. Podstawowy wzór stroju był wspólny, ale różnice majątkowe ujawniały się w jakości materiałów i liczbie części garderoby. Zamożna panna na wydaniu mogła posiadać nawet kilkanaście odświętnych zapasek.[7]

I właśnie tutaj może kryć się jedno z najważniejszych ogniw historii Biskupizny.

Strój nie musiał być tylko „dawnym zwyczajem”.

Mógł być również kapitałem społecznym.

Podobnie wesele nie było jedynie obrzędem przejścia. Było publicznym pokazem możliwości rodziny: liczby gości, jedzenia, muzyki, czasu przeznaczonego na świętowanie.

Jeżeli w danej społeczności wysoki status gospodarza był trwały, a rodziny rywalizowały o prestiż wewnątrz tej samej lokalnej sieci, kosztowny strój czy rozbudowany obrzęd nie musiały zanikać wraz z pojawieniem się nowych mód.

Przeciwnie — mogły stać się sposobem pokazania: „stać mnie na to, a zarazem należę do swoich”.

To nie jest jeszcze matematyczny dowód na pochodzenie stroju biskupiańskiego. Jest to jednak mechanizm zgodny z kilkoma niezależnymi kategoriami źródeł.

Jest tylko jeden problem: Biskupizna była widoczna bardzo wcześnie

Gdyby uwłaszczenie rzeczywiście stworzyło Biskupiznę, należałoby oczekiwać, że jej odrębność zostanie zauważona dopiero po jednym lub dwóch pokoleniach.

Tymczasem już 5 stycznia 1839 roku Edmund Bojanowski opisywał w „Przyjacielu Ludu” ludzi spotykanych na gostyńskim jarmarku jako „kmieci z krobskiej biskupizny”. Pisał zarazem o ich wyglądzie i dostatku.[8]

To niezwykle ważny moment.

W Domachowie zasadniczy reces regulacyjny wykonano formalnie w grudniu 1833 roku i zatwierdzono w kwietniu 1834. Zaledwie pięć lat później Bojanowski widział już grupę na tyle charakterystyczną, że określenie „krobska biskupizna” było dla niego użyteczne.

Uwłaszczenie nie zdążyłoby w tak krótkim czasie stworzyć od podstaw stroju, obyczaju, reputacji i świadomości regionalnej.

Odrębność musiała mieć starsze korzenie.

Reforma mogła jednak zrobić coś innego: zapewnić części mieszkańców materialne warunki pozwalające tej starszej odrębności nie tylko przetrwać, lecz z czasem stać się jeszcze bardziej widoczną.

W 1876 roku Oskar Kolberg umieścił określenie „Biskupizna” bezpośrednio przy opisie stroju Potarzycy, Posadowa i Sułkowic.[9] Wtedy znaczenie kulturowe nazwy jest już bezsporne.

Krobia była nie tylko urzędem. Była warsztatem Biskupizny

Jeszcze jeden element łatwo przeoczyć, jeśli patrzymy wyłącznie na chłopską wieś.

Charakterystyczny strój nie powstaje sam.

Ktoś musi kupić materiał, ktoś go uszyć, ktoś znać krój, ktoś wyprodukować dodatki. I tutaj powraca Krobia.

Adam Glapa wskazywał związki dawnego ubioru z małomiasteczkowymi warsztatami Krobi i Gostynia. W samej Krobi działał cech krawiecki, zachowały się jego akta, a jeszcze w XX wieku zawodowi krawcy z miasta i okolicznych wsi wykonywali wołoszki, kamizelki i spodnie należące do stroju biskupiańskiego.[10]

To prowadzi do ważnej zmiany perspektywy.

Biskupizna nie była kulturą kilku izolowanych wsi.

Była produktem małego systemu miejsko-wiejskiego. Wieś dostarczała użytkowników i lokalnych preferencji, Krobia — rynek, rzemiosło, jarmarki i miejsce spotkań.

Bojanowski zobaczył przecież „kmieci z krobskiej biskupizny” właśnie na jarmarku.

A może wszystko to nie było aż tak wyjątkowe?

To pytanie jest konieczne.

Dudy nie należały wyłącznie do Biskupian. Jadwiga Pietruszyńska w latach trzydziestych XX wieku opisywała znacznie szerszy „typ gostyński”, obejmujący obszary poza Biskupizną. W czasie dożynek w Domachowie grano nie tylko wiwata i przodka, lecz także krakowiaka i oberka.[11]

Podobnie z obrzędami. Wiele zwyczajów weselnych, zapustnych czy pogrzebowych miało odpowiedniki w innych częściach Wielkopolski.

Również gwara nie tworzyła lingwistycznej wyspy otoczonej ostrą granicą.

Może więc wyjątkowość Biskupizny polegała nie na posiadaniu całkowicie wyjątkowych elementów, ale na czymś innym:

na wyjątkowej kombinacji, intensywności i trwałości elementów, które osobno występowały także gdzie indziej.

Dudy były szerszym zjawiskiem — ale tutaj zostały silnie związane z lokalną pamięcią.

Wiwat był znany szerzej — ale tutaj wszedł do regionalnego kanonu.

Strój podlegał modzie i kontaktom z miastem — ale tutaj rozbudowano jego lokalne warianty i przywiązano do tożsamości.

Gwara należała do południowej Wielkopolski — ale tutaj jej cechy stały się świadomie rozpoznawanym znakiem „naszej” mowy.

To może być klucz do zagadki.

Dlaczego sąsiedzi nie stworzyli drugiej Biskupizny?

Bo prawdopodobnie żadna pojedyncza cecha nie wystarczała.

Duże gospodarstwo nie tworzy automatycznie stroju regionalnego.

Wczesna regulacja nie tworzy tańca.

Dudy nie tworzą poczucia wspólnoty.

Wspólny właściciel nie tworzy gwary.

Dopiero kiedy kilka procesów nakłada się na siebie przez wiele pokoleń, może powstać coś więcej.

W przypadku Biskupizny były to: pamięć wspólnej przestrzeni dawnego klucza, Krobia jako centrum, względnie silna grupa gospodarzy, prestiż związany z gospodarstwem, materialna możliwość rozbudowy stroju i obrzędu, lokalne sieci rodzinne, rzemiosło, muzyka, wspólne święta i rytuały.

Nie możemy jeszcze udowodnić jednego z najciekawszych elementów tego modelu — ponadprzeciętnej endogamii. Istnieje korpus ponad pięciu tysięcy XIX-wiecznych małżeństw z parafii Krobia i Domachowo, lecz wymaga on dopiero ilościowego opracowania miejsc pochodzenia małżonków.

Dlatego sieć małżeńska pozostaje hipotezą, a nie argumentem, który wolno dopisać dla wygody.

A potem przyszli regionaliści

W tym miejscu łatwo popełnić błąd w przeciwną stronę i uznać, że Biskupiznę wymyślono dopiero w XX wieku.

Nie wymyślono.

Bojanowski znał „krobską biskupiznę” w 1839 roku. Kolberg łączył Biskupiznę ze strojem w 1876.

Ale XX wiek zrobił coś niezwykle ważnego: zaczął wybierać z żywej kultury to, co odtąd miało ją reprezentować.

W 1926 roku „Ziemia Gostyńska” pokazała dziewczynę w „stroju Biskupizny krobskiej” jako regionalny symbol. W latach trzydziestych pojawiły się publikacje Franciszki Mendyczanki i Jana Bzdęgi, badania terenowe, zapisy nutowe i fonograficzne.

W Domachowie w czerwcu 1934 roku rejestrowano muzykę na wałkach fonograficznych. Prasa opisywała miejscowych dudziarzy. Radio nadawało audycje z materiałem biskupiańskim. Filmowano dożynki. Lokalni działacze wystawiali wesele.[12]

To był niezwykły moment.

Tradycja ciągle jeszcze żyła w swojej codziennej społecznej funkcji, ale równocześnie zaczynała być oglądana z zewnątrz — przez mikrofon, aparat fotograficzny, fonograf i kamerę.

A kiedy kultura zaczyna być nagrywana, opisywana i wystawiana, zaczyna się także zmieniać.

Badacz wybiera melodię.

Fotograf wybiera strój.

Organizator wybiera taniec.

Zespół musi ustalić kolejność.

Z szerokiego repertuaru rodzi się kanon.

Nie oznacza to fałszowania tradycji. To mechanizm jej kodyfikacji.

Paradoks nowoczesności

Biskupizna nie przetrwała dlatego, że została odcięta od nowoczesnego świata.

Przetrwała częściowo dlatego, że nauczyła się wykorzystywać jego narzędzia.

Fonograf zachował głosy muzykantów.

Prasa rozpowszechniła obraz Biskupian.

Radio nadało lokalnej muzyce nowy prestiż.

Film zachował ruch, taniec i gest.

Po wojnie tę funkcję przejęły zespoły i instytucje kultury. Inscenizacje wesela w Starej Krobi znalazły się na filmie w 1970 roku, a w styczniu 1972 film trafił do telewizji. W latach 1972–1973 powstawał trwały model Biskupiańskiego Zespołu Folklorystycznego z Domachowa.[13]

Zmieniała się przy tym sama funkcja tradycji.

Dawniej tańczono na weselu, bo odbywało się wesele.

Później można było odtworzyć wesele na scenie, aby pokazać, jak wyglądała tradycja.

To ogromna różnica.

Ale bez tej przemiany wiele elementów mogło w ogóle nie dotrwać do XXI wieku.

Od zwyczaju do dziedzictwa

Ostatnim etapem tej historii jest moment, w którym lokalna kultura zaczyna być chroniona świadomie jako dziedzictwo.

5 grudnia 2016 roku „Tradycje kulturowe Biskupizny” zostały wpisane na polską Krajową Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.[14]

To nie jest wpis Biskupizny na międzynarodową Listę reprezentatywną UNESCO. Krajowa Lista jest polskim instrumentem realizującym idee konwencji UNESCO.

Symbolicznie zmiana jest jednak ogromna.

To, co kiedyś było po prostu sposobem ubierania się, grania, mówienia, świętowania i zawierania małżeństw, stało się czymś, co mieszkańcy świadomie opisują, dokumentują, uczą i chronią.

I właśnie dlatego pytanie „czy to jeszcze autentyczna tradycja?” jest źle postawione.

Lepsze brzmi: jak zmieniały się sposoby przekazywania tej tradycji?

Najpierw uczyła rodzina i wieś.

Później również regionalista i etnograf.

Potem zespół, radio, film i telewizja.

Dziś także szkoła, instytucja kultury, archiwum cyfrowe i system ochrony dziedzictwa.

Więc skąd właściwie wzięła się Biskupizna?

Nie stworzył jej biskup.

Nie stworzył jej pruski urzędnik.

Nie stworzył jej dekret uwłaszczeniowy.

Nie stworzył jej także Jan Bzdęga.

Każdy z tych elementów należy jednak do jej historii.

Najbardziej prawdopodobny mechanizm wygląda inaczej.

Przez stulecia wokół Krobi istniała wspólna przestrzeń gospodarcza i społeczna. Kiedy w XIX wieku stary porządek feudalny został rozmontowany, część tamtejszych rodzin weszła w nowy świat z gospodarstwami zapewniającymi silną pozycję społeczną. Ziemia, gospodarstwo, małżeństwo i rodzinny prestiż były ze sobą powiązane. Strój, wesele i muzyka mogły w takim środowisku funkcjonować nie jako relikty biednej i zacofanej wsi, lecz jako rzeczy warte posiadania i publicznego demonstrowania.

Krobia dostarczała rynku, rzemieślników i miejsca spotkań. Rodziny przekazywały praktyki kolejnym pokoleniom. W XIX wieku grupa była już rozpoznawalna z zewnątrz. W XX wieku sami mieszkańcy, regionaliści i badacze zaczęli nazywać, porządkować i prezentować jej kulturę. Radio, film i zespoły nie stworzyły Biskupizny, ale pomogły wybrać te elementy, które dzisiaj kojarzymy z nią najmocniej.

Dlatego uwłaszczenie pozostaje ważne — tylko nie w sposób, jaki najłatwiej sobie wyobrazić.

Nie wymyśliło Biskupizny. Mogło natomiast pomóc stworzyć warunki społeczne, dzięki którym istniejąca wcześniej odrębność nie została porzucona, lecz mogła stać się elementem prestiżu, a następnie trwałej tożsamości.

I być może właśnie w tym tkwi największa osobliwość Biskupizny.

Nie w tym, że każdy jej taniec, każda część stroju czy każde słowo były całkowicie inne niż u sąsiadów.

Lecz w tym, że tutaj ziemia, gospodarstwo, lokalny prestiż, Krobia, muzyka, strój, pamięć rodzinna i późniejszy regionalizm złożyły się w konfigurację wystarczająco silną, aby z miejscowych zwyczajów zrobić znak wspólnoty.

Nie skansen.

Nie relikt.

Historyczny mechanizm reprodukowania tożsamości.


Przypisy

[1] Edmund Długopolski (wyd.), „Inwentarz dóbr i dochodów biskupów poznańskich z r. 1564”, Archiwum Komisji Historycznej, t. XV, 1939, s. 267–348, część Clavis Crobensis; Walerian Sobisiak, Rozwój latyfundium biskupstwa poznańskiego w XVI–XVIII wieku, Poznań 1960, zwł. s. 53–56.

[2] W. Sobisiak, Rozwój latyfundium…, s. 53–56; rewizje dóbr w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu, m.in. CP 126, CP 131 i CP 153; CP 153 jest rewizją klucza krobskiego z 1793 r.

[3] Archiwum Państwowe w Poznaniu, Południowopruska Kamera Wojenna i Domen w Poznaniu, zespół 53/289/0, seria Domänen-Registratur, zwł. 53/289/0/4/77, drukowany dekret z 20 IX 1796; por. materiały Generalnego Dyrektorium dotyczące przejmowania dóbr kościelnych i organizacji domen w latach 1796–1798.

[4] Recesy regulacyjne zachowane w reprodukcjach WTG: Sarbinowo — Vollzug 1826; Pudliszki, dawna sygn. 52/15/1096, Rezess betreffend die Regulierung der gutsherrlichen und bäuerlichen Verhältnisse von Pudliszki, Vollzug 16 IX 1829; Domachowo — WTG 403 / APP 53/317/0/7/recesy 16, Vollzug 9 XII 1833; Posadowo — WTG 1134 / APP 53/317/0/7/recesy 44; Sułkowice — WTG 1467; Rębowo — WTG 1213.

[5] Te same recesy; por. Krzysztof Wiejak, „Uwłaszczenie chłopów we wsiach biskupińskich Krobskiej Domeny Rządowej w XIX wieku”, Grabonoskie Zapiski Regionalne, nr 4, 1994, s. 57–68.

[6] Jan z Domachowa Bzdęga, Biskupianie, Kościan 1936, rozdziały dotyczące śrendzin i wesela. Źródło ma charakter insiderski i regionalistyczny, dlatego opis norm społecznych nie może być traktowany jako statystyka całej populacji.

[7] Adam Glapa, Strój dzierżacki, Atlas Polskich Strojów Ludowych, cz. II: Wielkopolska, z. 2, Poznań 1953.

[8] Edmund Bojanowski, „Do malowniczej podróży po Wielko-Polsce. Gostyń i jego okolica”, Przyjaciel Ludu, R. V, nr 27, 5 I 1839, s. 210–212, szczególnie s. 211; kontynuacja nr 28, s. 222–224.

[9] Oskar Kolberg, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Serya X, W. Ks. Poznańskie, cz. II, Kraków 1876, s. 156.

[10] Adam Glapa, Strój dzierżacki, 1953; Archiwum Państwowe w Poznaniu, zespół 53/1332/0 „Cechy miasta Krobia”, akta cechu krawców; por. Paweł Teodor Szulc, „Z dziejów cechu krawieckiego w Krobi — Statut cechu krawieckiego w Krobi z r. 1724”, Kronika Gostyńska, 1 XII 1929.

[11] Jadwiga Pietruszyńska, Dudy wielkopolskie, 1936; Franciszka Mendyczanka, „Wesele Biskupiańskie”, Kronika Gostyńska, 1931, nr 4, s. 78–82 i nr 5, s. 91–96; Bożena Czyżykowska, „Na wesele do Domachowa! Wspomnienia”, Kronika Gostyńska, 1935, nr 4, s. 49–56.

[12] „Ziemia Gostyńska”, nr 2, 22 V 1926, s. 1; Szczepan Kaczmarek, „Odprawa pogrzebowa w «Biskupiźnie»”, Kronika Gostyńska, 26 XII 1928; Franciszka Mendyczanka, „Wesele Biskupiańskie”, 1931; Jan z Domachowa Bzdęga, Biskupianie, 1936; dokumentacja terenowa i fonograficzna Domachowa z 24–25 VI 1934; materiał filmowy PAT „Dożynki na Biskupiźnie w Poznańskim”, sygn. MF.1239, 1936.

[13] Wytwórnia Filmów Oświatowych, Wesele w Krobi Starej, 1970; emisja telewizyjna 8 I 1972; Tadeusz Tyrzyk, Działalność zespołów folklorystycznych z Domachowa w latach 1919–1976, 1977.

[14] Narodowy Instytut Dziedzictwa, „Tradycje kulturowe Biskupizny”, Krajowa Lista niematerialnego dziedzictwa kulturowego, data wpisu: 5 XII 2016.