Niewielki region, którego nie da się zamknąć jedną kreską na mapie
Na południu Wielkopolski, wokół Krobi i Domachowa, rozciąga się obszar niewielki geograficznie, lecz niezwykle wyrazisty kulturowo. Biskupizna nie była województwem, powiatem ani inną jednostką administracyjną. Jest mikroregionem historycznym i etnograficznym, którego nazwa wywodzi się od wielowiekowego związku tych ziem z dobrami biskupów poznańskich.
Już próba odpowiedzi na pozornie proste pytanie: „które wsie należą do Biskupizny?” pokazuje jednak, że mamy do czynienia z czymś bardziej skomplikowanym niż obszar wyznaczony granicą administracyjną. W różnych opracowaniach pojawiają się odmienne zestawy miejscowości, a podczas badań terenowych sami mieszkańcy wskazywali ich od dziewięciu do szesnastu. Historyczna przynależność do dóbr biskupich, zasięg zwyczajów, więzi rodzinne, parafia, strój, muzyka i współczesna samoidentyfikacja nie zawsze obejmują dokładnie ten sam teren.
Dlatego lepiej mówić o Biskupiźnie jako o przestrzeni nakładających się na siebie historii i tożsamości niż o regionie posiadającym jedną niezmienną granicę.
Podobnie niełatwo wskazać jej jedną bezsporną „stolicę”. Krobia była historycznym i administracyjnym centrum okolicy, jedynym miastem w rdzeniu mikroregionu. Jednocześnie badania etnograficzne z 2016 r. wykazały, że część samych mieszkańców Krobi mówiła o Biskupianach jako o „nich”, utożsamiając biskupiańskość przede wszystkim z wsią, rolnictwem, strojem, muzyką i obrzędowością. Domachowo natomiast pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków parafialnych i kulturowych regionu. Funkcjonalnie można więc mówić o dwóch centrach: Krobi jako centrum administracyjno-instytucjonalnym i Domachowie jako silnym centrum kulturowym.
To właśnie Domachowo pozwala szczególnie dobrze zrozumieć, skąd wzięła się specyfika Biskupizny.
Domachowo starsze niż jego pierwsza wzmianka
Najstarszym całkowicie pewnym punktem w pisanej historii Domachowa jest 20 kwietnia 1290 r. W zachowanym oryginalnym dokumencie książę wielkopolski Przemysł II, działając na prośbę biskupa poznańskiego Jana, przyłączył należący do Wojciecha zwanego Okazańcem domachowski źreb do biskupiej posiadłości Zimnowo.
Dokument nie mówi jednak o założeniu Domachowa. Przeciwnie: opisuje operację dotyczącą czegoś, co już istniało. Możemy więc stwierdzić, że Domachowo istniało najpóźniej w 1290 r., ale zapewne jego początki są wcześniejsze.
Jeszcze bardziej intrygujące jest Zimnowo. Pod koniec XIII w. było odrębną posiadłością biskupią położoną obok Domachowa. W późniejszych źródłach jego nazwa zanika. Badacze przypuszczają, że Zimnowo zostało z czasem wchłonięte przez Domachowo, choć nie udało się dotąd dokładnie zlokalizować obu pierwotnych części.
Dzisiejsza wieś może być więc rezultatem średniowiecznego połączenia dwóch wcześniejszych jednostek osadniczych, z których jedna zniknęła nie tylko z mapy, ale z czasem także z lokalnej pamięci.
Historia nie zawsze pozostawia po sobie ruiny. Czasem pozostawia jedynie nazwę w dokumencie.
Pięciu sołtysów, rektor szkoły i dwie karczmy
Średniowieczne i wczesnonowożytne Domachowo trudno utożsamiać ze stereotypową małą wsią składającą się z kilkunastu podobnych gospodarstw.
Szczególnie interesująca była miejscowa grupa dziedzicznych sołtysów. Nie byli oni odpowiednikami współczesnego sołtysa wybieranego przez mieszkańców. Dysponowali ziemią i przywilejami gospodarczymi, należąc do lokalnej elity.
W 1501 r. źródła wymieniają w Domachowie aż pięciu sołtysów: Michała Gołego, Andrzeja Szeląga, Pawła Łagódkę, Wojciecha Lecienia i Tomasza Wawrzeka. Dziewięć lat później pięciu sołtysów posiadało łącznie sześć łanów sołeckich. Nie byli szlachtą w prostym znaczeniu tego słowa, ale zajmowali pozycję wyraźnie wyróżniającą ich spośród pozostałych mieszkańców.
Co więcej, od ostatniej ćwierci XV w. domachowscy sołtysi uczestniczyli w prezentowaniu kandydatów na plebana, czyli wykonywali wraz z biskupem prawo patronatu nad parafią. Dokładna geneza tego uprawnienia pozostaje nieznana, ale pokazuje ono, jak silnie splatały się w Domachowie struktury gospodarcze, społeczne i kościelne.
Źródła pozwalają również wydobyć z anonimowej przeszłości konkretne osoby: Macieja, sołtysa znanego z XV w., kmiecia Grzegorza, Piotra Rurę Goliskę, Pawła Łagódkę czy Wawrzyńca Karczmarza. Nie są to już bezimienni „średniowieczni chłopi”, lecz ludzie, których imiona po ponad pięciu stuleciach nadal można przeczytać w dokumentach.
Jeszcze bardziej zaskakująca jest wiadomość z 1510 r. o rektorze szkoły w Domachowie. Nie znamy budynku tej szkoły ani liczby uczniów i nie możemy udowodnić ciągłości między nią a późniejszym szkolnictwem. Sam fakt jest jednak pewny: ponad pięćset lat temu istniała tutaj osoba pełniąca funkcję rektora lokalnej szkoły.
W XVI w. wieś była również społecznie zróżnicowana. Źródła wymieniają kmieci, zagrodników, komorników i rzemieślników, a także dwie karczmy. Domachowo nie było więc jednorodną społecznością pełnorolnych gospodarzy. Obok dużych gospodarstw funkcjonowali ludzie posiadający niewielkie działki lub niemający pełnego gospodarstwa, żyjący z rzemiosła albo pracy najemnej.
Ta różnorodność jest ważna, ponieważ późniejszy obraz Biskupizny jako „krainy bogatych gospodarzy” łatwo może przesłonić znacznie bardziej skomplikowaną strukturę dawnej wsi.
Ziemia: więcej niż źródło utrzymania
Jeśli jednak szukać jednego motywu, który najmocniej spaja historię Biskupizny, nie będzie nim ani strój, ani muzyka.
Będzie nim ziemia.
W badaniach terenowych przeprowadzonych w 2016 r. ziemia pojawiała się w wypowiedziach mieszkańców nieustannie: jako źródło utrzymania, majątek, ojcowizna, powód do dumy, element krajobrazu i argument przemawiający za pozostaniem w rodzinnej miejscowości. W niektórych relacjach pojęcie „Biskupianina” niemal pokrywało się z pojęciem gospodarza. Nie oznacza to oczywiście, że każdy współczesny mieszkaniec Biskupizny jest rolnikiem. Pokazuje natomiast, jak głęboko model gospodarstwa wpisał się w regionalny sposób myślenia o sobie.
Dziś można powiedzieć o historycznych podstawach tej pozycji więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu.
Po przejęciu Wielkopolski przez Prusy dawne dobra biskupie zostały w 1796 r. sekularyzowane. Właścicielem nie był już biskup poznański, lecz państwo pruskie. To ważne, ponieważ popularna opowieść, według której „biskupi dobrze traktowali Biskupian i dlatego korzystnie ich uwłaszczyli”, łączy dwa różne okresy historyczne. Reformę uwłaszczeniową przeprowadzała już pruska domena państwowa, nie władze kościelne.
W Domachowie formalny wniosek o regulację złożono 7 marca 1826 r., a reces regulacyjny podpisano 9 grudnia 1833 r. Uwłaszczenie nie było więc pojedynczym wydarzeniem, lecz procesem obejmującym pomiary, likwidację części dawnych powinności, rozdzielenie gruntów dworskich i chłopskich, komasację działek oraz ustanowienie nowych praw własności.
W wyniku regulacji chłopskim gospodarstwom Domachowa przypadło łącznie 1507 mórg pruskich, z czego aż 1176 mórg, czyli 78 procent, stanowiła ziemia uprawna.
Jeszcze ciekawsze są porównania Krzysztofa Wiejaka dotyczące całej dawnej ekonomii krobskiej. W analizowanych wsiach uwłaszczono 169 gospodarstw i nadano im ponad 11 tysięcy mórg ziemi. Odpowiadające sobie kategorie gospodarstw otrzymywały tam na ogół większe nadziały niż w kilku porównywanych wsiach powiatu krobskiego.
Nie dowodzi to, że przez całe średniowiecze i epokę nowożytną każdy Biskupianin był bogatszy od każdego sąsiada. Daje jednak materialną podstawę późniejszemu etosowi silnego gospodarza. Wyobrażenie Biskupizny jako krainy dużych gospodarstw nie jest wyłącznie folklorystycznym autostereotypem.
Jednocześnie rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Po uwłaszczeniu gospodarstwa nadal płaciły czynsze, a w toku regulacji powiększały się również folwarki. Domachowski folwark otrzymał 585 mórg. Reforma nie była więc prostym „rozdaniem ziemi chłopom”, lecz gruntowną reorganizacją własności.
W ten sposób można lepiej zrozumieć, dlaczego w kulturze Biskupizny tak ogromne znaczenie zyskały słowa: gospodarstwo, ojcowizna, ziemia, rodzina.
Kościół, który okazał się znacznie starszy
Nad Domachowem dominuje drewniany kościół św. Michała Archanioła. Przez dziesięciolecia jego historię opowiadano stosunkowo prosto. Świątynię datowano na 1568 r. i jeszcze w XXI w. obchodzono jej jubileusz, wychodząc właśnie od tej daty.
Nowsze badania całkowicie zmieniły ten obraz.
Rok 1568 rzeczywiście występuje w źródłach, lecz nie jako data wzniesienia kościoła. Wizytacja z XVII w. wiąże go z zakupem retabulum Ukrzyżowania do ołtarza głównego. Dawniejsza historiografia prawdopodobnie przeniosła więc datę dotyczącą wyposażenia na całą budowlę.
Przełom przyniosły badania prowadzone w związku z konserwacją świątyni. Analiza dendrochronologiczna objęła 61 próbek drewna. Część dębów wykorzystanych w zachowanej konstrukcji została ścięta w latach 1368–1369. Inne elementy pochodzą z lat 1502–1503.
Nie oznacza to jednak, że cały obecny kościół został po prostu „zbudowany w 1369 roku”. Dendrochronologia określa czas ścięcia drzewa. Aby ustalić, które belki pozostają na swoim pierwotnym miejscu, które zostały przeniesione, a jak wielka przebudowa nastąpiła na początku XVI w., trzeba analizować konstrukcję jako całość.
Dlatego najuczciwsze sformułowanie brzmi: w zachowanej konstrukcji kościoła znajdują się elementy wykonane z drewna ściętego w latach 1368–1369, a świątynia należy do wyjątkowo wcześnie dendrochronologicznie datowanych drewnianych kościołów w Polsce. Badacze sami przestrzegają natomiast przed prostym przyznawaniem jej tytułu „najstarszego drewnianego kościoła w Polsce”.
Takie zastrzeżenie wcale nie odbiera Domachowu znaczenia. Przeciwnie: prawdziwa historia świątyni okazuje się znacznie ciekawsza od prostego rekordu.
Rok 1523 ukryty pod deskami
Kolejną sensację przyniósł 2018 r.
Pod późniejszym deskowaniem ścian odkryto starsze dekoracje malarskie oraz inskrypcję. Jej odczytanie wskazało na 1523 r. i plebana Fabiana, którego obecność w Domachowie potwierdzają również niezależne źródła z lat 1522–1529. Oznacza to, że już w 1523 r. we wnętrzu świątyni prowadzono prace malarskie.
Najstarsza warstwa dekoracji jest szczególnie interesująca. Zachowały się postacie świętych przeplatane zacheuszkami, czyli krzyżami konsekracyjnymi związanymi z obrzędem poświęcenia kościoła. Badacze rozpoznają wśród postaci m.in. św. Jana Ewangelistę z kielichem oraz św. Andrzeja z charakterystycznym krzyżem w kształcie litery X. Całość interpretowana jest jako przedstawienie Kolegium Apostolskiego.
Jeszcze ciekawszego wyniku dostarczyły badania pigmentów. W dwóch próbkach najstarszej warstwy wykryto fluoryt – CaF₂. Autorzy badań określili Domachowo jako pierwszy odnotowany przypadek zastosowania tego pigmentu w Wielkopolsce. Ponieważ fluoryt był znany w malarstwie Europy Środkowej, zwłaszcza w środowiskach związanych m.in. z Dolnym Śląskiem, pojawiła się hipoteza o możliwych kontaktach warsztatowych z tamtym regionem. Jest to jednak tylko hipoteza – nie znamy ani pochodzenia minerału, ani nazwiska malarza.
Kościół staje się dzięki temu czymś więcej niż zabytkową budowlą. Jest laboratorium historii, w którym obok dokumentów wykorzystuje się słoje drzew, monety, cegły, pigmenty, inskrypcje, zdjęcia rentgenowskie, skanowanie laserowe i współczesne pomiary konstrukcji.
Do tej wielowarstwowej historii należy również późnośredniowieczna Pietà. Stylistycznie rzeźbę datuje się na pierwsze dekady XV w., ale wyniki badań radiowęglowych drewna nie dały jednoznacznej odpowiedzi, a pierwszy pewny ślad jej obecności w Domachowie pochodzi dopiero z 1931 r. Nie ma więc podstaw, aby twierdzić, że znajdowała się tutaj od momentu wykonania.
Także sama bryła świątyni jest dziełem wielu epok. W 1586 r. powstała murowana kaplica Świętego Krzyża i św. Andrzeja. W latach 1930–1931 kościół został natomiast gruntownie rozbudowany według projektu Lucjana Michałowskiego, pod nadzorem konserwatorskim Nikodema Pajzderskiego. Wydłużono korpus, rozbudowano nawę boczną, wzniesiono nową wieżę i kaplicę. Jednocześnie rozebrano XVI-wieczną kaplicę.
To dobry przykład pokazujący, że również ochrona zabytków ma własną historię. Decyzja, która przed niemal stu laty mogła uchodzić za uzasadniony kompromis między zachowaniem starej świątyni a potrzebami parafii, dziś zostałaby zapewne oceniona inaczej.
Kościół w Domachowie nie jest więc zabytkiem „z jednego roku”. Jest materialnym archiwum kolejnych pokoleń.
Parafia, pole i kalendarz
Znaczenia Domachowa nie da się jednak zrozumieć, patrząc wyłącznie na belki i malowidła kościoła.
Przez stulecia parafia była jedną z najważniejszych instytucji organizujących życie okolicy. Łączyła mieszkańców kilku miejscowości, a jej funkcje wykraczały daleko poza liturgię. Z kościołem związane były szkoła, cmentarz, szpital-przytułek i cykl świąt regulujących rytm życia społecznego.
W tradycyjnej kulturze Biskupizny granica pomiędzy religią i rolnictwem nie zawsze była wyraźna. Święta kościelne organizowały kalendarz, a praktyki religijne przenikały bezpośrednio na pola.
Dobrym przykładem jest dawny zwyczaj zabierania po uroczystości Bożego Ciała gałązek brzozowych i umieszczania ich na polach z intencją ochrony plonów. W oktawie odbywały się również procesje i nabożeństwa związane z prośbą o urodzaj. Religijny rytuał dosłownie opuszczał wówczas przestrzeń kościoła i wkraczał w przestrzeń pracy.
Podobną wielowarstwowość mają dożynki, na Biskupiźnie nazywane również „wińcem”. Łączyły zakończenie pracy na roli, religijne dziękczynienie, przygotowanie wieńca, role gospodarzy, śpiew i zabawę. Przyśpiewki nie musiały być przy tym wyłącznie podniosłe. Mogły komentować konkretne wydarzenia minionego roku, żartować z mieszkańców albo celnie ich punktować. Dożynki stawały się zatem także swoistą publiczną kroniką i komentarzem społecznym wsi.
Podkoziołek, pierzok i wesele: zwyczaj miał kiedyś praktyczną funkcję
Współczesny odbiorca łatwo patrzy na dawną obrzędowość jak na przedstawienie: ludzie zakładają stroje, śpiewają stare pieśni i odtwarzają zwyczaj.
Pierwotnie nie było jednak widowni.
Podkoziołek kończył okres karnawałowych zabaw przed Wielkim Postem. Zbierane „na koziołka” pieniądze służyły opłaceniu muzykantów. Obrzęd miał więc konkretną funkcję w systemie organizowania wiejskiej zabawy.
Podobnie pierzok nie powstał jako atrakcja folklorystyczna. Był spotkaniem przy darciu pierza – rzeczywistej pracy, którą łączono z rozmową, śpiewem, żartami i sąsiedzkim życiem towarzyskim. Kiedy domowe przygotowywanie pierza przestało być potrzebne, zniknęła także pierwotna gospodarcza funkcja spotkania. Dzisiejsze rekonstrukcje zachowują pamięć o zwyczaju, lecz działają już w zupełnie innym świecie.
Jeszcze bardziej rozbudowanym systemem było tradycyjne wesele. W relacjach starszych mieszkańców mogło trwać kilka dni i angażować znaczną część lokalnej wspólnoty. Jan z Domachowa Bzdęga opisywał m.in. role drużbów, rozmaryn, kolejność tańców, strój nowożeńców i zmianę nakrycia głowy panny młodej symbolizującą jej przejście do nowego statusu społecznego.
Sam Bzdęga jest zresztą niezwykle interesującą postacią. Nie był zewnętrznym etnografem obserwującym Biskupian z dystansu. Wyrósł wewnątrz tej kultury i jednocześnie ją dokumentował, popularyzował oraz współtworzył kanon tego, co później zaczęto uznawać za „tradycyjną Biskupiznę”. Jego książka Biskupianie z 1936 r. opisywała wesele, podkoziołek, katarzynki, dożynki, pieśni i melodie.
Jest więc jednocześnie świadkiem dawnego świata i jednym z ludzi, dzięki którym jego wybrane elementy przetrwały.
Dudy, taniec i strój – widoczna warstwa głębszego systemu
Muzyka biskupiańska również nie narodziła się na estradzie. Towarzyszyła zabawie, obrzędom, pracy i spotkaniom. Wspominano wspólne śpiewanie po pracy, muzykowanie w domach i gościńcach oraz spontaniczne wiejskie zabawy.
Dudy, wiwat, przodek czy równy miały sens przede wszystkim dlatego, że ludzie rzeczywiście przy nich tańczyli. Dzisiejszy występ zespołu przechowuje repertuar, lecz przenosi go z dawnej sytuacji społecznej na scenę.
Podobną przemianę przeszedł strój.
W 1953 r. Adam Glapa opublikował w Atlasie Polskich Strojów Ludowych specjalistyczne opracowanie Strój dzierżacki. Jego badania z początku lat 50. XX w. przypadły na szczególny moment: tradycyjny ubiór był jeszcze pamiętany i częściowo używany, lecz coraz szybciej ustępował odzieży miejskiej.
Nieprawdziwy byłby więc obraz Biskupizny, na której wszyscy przez stulecia chodzili codziennie w najbardziej reprezentacyjnych formach stroju. Istniał ubiór codzienny, roboczy i świąteczny, a sam strój zmieniał się wraz z modą, dostępnością tkanin i warunkami życia. Po wojnie kolejne pokolenia coraz częściej od niego odchodziły. Nie ma przy tym podstaw dla pojawiającego się czasem mitu, jakoby strój biskupiański został administracyjnie „zakazany” przez PRL. Źródła wskazują raczej na zmianę stylu życia, urbanizację, presję mody i niekiedy poczucie, że wiejski ubiór jest czymś staromodnym.
Od lat 70. nastąpił natomiast kolejny zwrot: element, który przestawał być codziennym ubraniem, zaczął odzyskiwać znaczenie jako reprezentacyjny symbol regionalnej dumy.
A „gwara biskupiańska”?
Język również należy do ważnych znaków lokalnej tożsamości. W badaniach mieszkańcy wskazywali gwarę jako coś, co odróżniało region, choć jej znajomość była bardzo różna: jedni nadal się nią posługiwali, inni pamiętali przede wszystkim sposób mówienia rodziców i dziadków.
Warto jednak wprowadzić istotne rozróżnienie. Popularne określenie „gwara biskupiańska” nie oznacza, że językoznawcy wyróżniają osobny biskupiański dialekt. Domachowo znajduje się niemal w centrum obszaru gwar południowej Wielkopolski i właśnie do tej grupy dialektolodzy zaliczają miejscową mowę. Domachowo było nawet jednym z punktów badawczych Atlasu języka i kultury ludowej Wielkopolski i głównym punktem monografii Henryka Nowaka poświęconej gwarom południowowielkopolskim.
Biskupizna jest więc wyraźnym mikroregionem etnograficznym, ale nie odrębnym regionem dialektalnym.
Tradycja nie przetrwała dlatego, że się nie zmieniała
To być może najważniejszy wniosek płynący z historii Biskupizny.
Łatwo wyobrazić sobie kulturę tradycyjną jako coś trwałego: przez stulecia te same stroje, ta sama muzyka, te same wesela i te same obyczaje, aż wreszcie nowoczesność zaczęła je niszczyć.
Badania pokazują znacznie ciekawszy obraz.
Dla pokolenia urodzonego przed II wojną światową wiele praktyk było jeszcze częścią zwyczajnego życia. Pokolenie dorastające w PRL często odchodziło od nich ku bardziej miejskim wzorcom. Najmłodsi poznają natomiast część dawnej kultury za pośrednictwem rodzinnych opowieści, zespołów, rekonstrukcji, warsztatów i wydarzeń regionalnych. To samo słowo „tradycja” znaczy więc coś innego dla człowieka, który naprawdę uczestniczył w pierzoku jako pracy, a co innego dla dziecka uczącego się tego zwyczaju podczas zajęć.
Antropologia określa przenoszenie elementów dawnej kultury do nowych kontekstów mianem folkloryzmu. Nie jest ono synonimem fałszu. Inscenizowane wesele nie jest rzeczywistym weselem sprzed stu lat, a zespół folklorystyczny nie odtwarza codzienności przodków w skali jeden do jednego. Dzięki takim działaniom może jednak przetrwać wiedza o zwyczajach, które utraciły dawną funkcję.
W przypadku Biskupizny szczególnie ważne były lata 70. XX w., kiedy rozpoczął się nowy etap scenicznego i instytucjonalnego funkcjonowania miejscowej tradycji. Nie oznacza to, że wtedy „stworzono Biskupiznę”. To wtedy zaczęto na nowo intensywnie wybierać, rekonstruować i prezentować część jej dziedzictwa.
Domachowo zajmuje w tym procesie miejsce szczególne. Paradoksalnie miejscowość, w której po II wojnie światowej część tradycyjnego stroju i praktyk zanikała stosunkowo szybko, z czasem stała się jednym z najważniejszych ośrodków ich świadomego odtwarzania i przekazywania.
W grudniu 2016 r. „Tradycje kulturowe Biskupizny” zostały wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Nie jest to wpis na światową listę UNESCO, lecz krajowa forma uznania i ochrony niematerialnego dziedzictwa.
Biskupizna nie jest skansenem
Największym uproszczeniem byłoby przedstawienie Biskupizny jako kolorowej enklawy, w której najważniejsze są strój, dudy i tańce.
Są one najbardziej widowiskowymi znakami regionu, ale wyrastają ze znacznie głębszego systemu.
Najpierw była ziemia – jako warsztat pracy, własność, ojcowizna i zabezpieczenie rodziny. Wokół niej rozwijało się gospodarstwo. Gospodarstwa łączyły rodziny i sąsiadów we wspólnotę. Rytm pracy wyznaczał rytm świąt, a parafia scalała życie religijne i społeczne. Dopiero w tej rzeczywistości pełnego znaczenia nabierały wesele, dożynki, muzyka, taniec, strój i przyśpiewka.
Dlatego Biskupizny nie należy traktować jak kultury zatrzymanej w jednym wybranym momencie historycznym.
Jest procesem.
Zmieniały się granice regionu i sposoby, w jakie mieszkańcy je rozumieli. Zmieniała się własność ziemi i struktura gospodarstw. Kościół w Domachowie przebudowywano, zasłaniano jego malowidła, a po stuleciach ponownie je odkrywano. Strój z odzieży codziennej stał się symbolem reprezentacyjnym. Obrzęd z praktycznej części życia mógł zmienić się w widowisko. Rodzinna pamiątka stawała się eksponatem muzealnym.
Paradoksalnie właśnie ta zdolność do zmiany może być jednym z powodów, dla których Biskupizna zachowała tak silną tożsamość.
Nie jest reliktem świata, który przestał istnieć.
Jest przykładem społeczności, która wciąż wybiera z własnej przeszłości to, co uważa za ważne, nadaje temu nowe znaczenie i przekazuje dalej.
A Domachowo – ze średniowiecznym Zimnowem ukrytym w dokumentach, pięcioma sołtysami, szkołą poświadczoną już w 1510 r., XIX-wiecznymi gospodarstwami i drewnianym kościołem zawierającym w swojej konstrukcji drewno z XIV wieku – jest jednym z miejsc, w których tę niezwykłą ciągłość i przemianę można zobaczyć szczególnie wyraźnie.
Wybrana literatura
- Anna Weronika Brzezińska, Marta Machowska (red.), Biskupizna. Ziemia – tradycja – tożsamość, Krobia 2016.
- Jan z Domachowa Bzdęga, Biskupianie, Poznań 1936.
- Adam Glapa, Strój dzierżacki, Atlas Polskich Strojów Ludowych, 1953.
- Krzysztof Wiejak, „Uwłaszczenie chłopów we wsiach biskupiańskich krobskiej domeny rządowej w XIX wieku”, Grabonoskie Zapiski Regionalne, t. 4, 1994.
- Artur Różański, Tomasz Jurek, Piotr Marciniak, Patrycja Łobodzińska, Ulrich Schaaf, „Wooden sacral architecture in Greater Poland. An interdisciplinary case study of the church in Domachowo”, Archaeologia Historica Polona, t. 28, 2020.
- Patrycja Łobodzińska, Artur Różański, opracowanie dotyczące najstarszego wyposażenia i polichromii kościoła w Domachowie, 2022.
- Anna Tejszerska, „Przebudowa kościoła w Domachowie według projektu Lucjana Michałowskiego jako przykład działań konserwatorskich z okresu międzywojennego”, Wiadomości Konserwatorskie, nr 74, 2023.
- Henryk Nowak, Gwary południowej Wielkopolski, Poznań 1982.
