Zapomniany Ratusz w Krobi: 4 Zaskakujące Fakty o Życiu w XVIII-wiecznym Mieście

Artykuł na podstawie publikacji THE 18th-CENTURY WOODEN TOWN HALL IN KROBIA: INSIGHTS
FROM NEWLY DISCOVERED DOCUMENTS
Piotra Kmiecika, Justyny Kleszcz i Edwarda Sytego.

Jeden Dokument, Który Odsłonił Zaginiony Świat

Jak wyobrażasz sobie ratusz? Zapewne jako okazały, murowany budynek, symbol miejskiej władzy i prestiżu, z wieżą zegarową dominującą nad rynkiem. To słuszne skojarzenie, ale w dużej mierze nieprawdziwe, jeśli cofniemy się w czasie do XVIII-wiecznej Polski. W małych miastach, takich jak Krobia w Wielkopolsce, dominowała architektura drewniana – pragmatyczna, tańsza i wszechobecna.

Historia drewnianego ratusza w Krobi przez wieki pozostawała w cieniu. Historia ta pozostawała w cieniu, dopóki wnikliwa analiza ksiąg miejskich nie ujawniła niezwykłego kontraktu budowlanego z 8 lipca 1723 roku. Ten jeden dokument rzucił nowe światło nie tylko na architekturę, ale i na codzienne życie, handel i brutalny system sprawiedliwości tamtych czasów. Oto cztery najbardziej zaskakujące fakty, które ujawnił.

1. Najpierw Biuro w Domu, Potem Ratusz na Budulec

Zanim w 1723 roku podpisano umowę na budowę nowego ratusza, władze Krobi funkcjonowały w zaskakująco nieformalnych warunkach. Oficjalne sprawy załatwiano… w prywatnych domach urzędników. Potwierdzają to zapisy w księgach miejskich, w których często pojawia się formuła „Actum in Residentia Proconsulari”, co oznacza „Sporządzono w rezydencji burmistrza”. W tamtych czasach nie było to niczym niezwykłym.

Jeszcze bardziej zdumiewający jest los poprzedniego, również drewnianego ratusza. Na początku XVIII wieku budynek był w tak fatalnym stanie, że stanowił już tylko źródło darmowego surowca dla złodziei. Burmistrz, zamiast go remontować, podszedł do sprawy niezwykle pragmatycznie. Zezwolił mieszkańcowi miasta, Walentemu Trąbczyńskiemu, na całkowitą rozbiórkę ruiny. Drewno posłużyło Trąbczyńskiemu do odbudowy jego spalonego domu, a miasto zarobiło na transakcji 30 florenów. Taka metoda pozyskiwania funduszy nie była w Wielkopolsce niczym wyjątkowym. Stan starego budynku doskonale oddaje urzędowy zapis z 1722 roku:

Zważywszy wielką ruinę ratusza, bo co raz to z niego drzewa przez złych ludzi ubywa.

2. Galeria Handlowa, Sąd i Więzienie w Jednym

Nowy ratusz, którego budowę zlecono w 1723 roku, od samego początku był projektowany jako wielofunkcyjne centrum życia miasta. Kontrakt precyzyjnie określał, co miało się w nim znaleźć, a lista ta daleko wykraczała poza funkcje czysto administracyjne.

Na parterze, w przejściu na osi budynku, zaprojektowano „jatki” – sklepy mięsne. Tuż obok znajdowała się „twierdza”, czyli miejski areszt. Piętro pełniło bardziej oficjalne funkcje. Znajdowała się tam jedna izba przeznaczona na sąd oraz druga, dla „Panów Cechmistrzów albo Pospołstwa”. Ten drugi zapis jest kluczowy. W małych, prywatnych miastach, jakimi były dobra biskupie, „pospólstwo” (czyli cechy i kupcy) tworzyło wspólnotę (communitas), która pełniła funkcję organu kontrolnego i uchwałodawczego nadzorującego władze miejskie. To fundamentalny element ówczesnego ustroju. Co ciekawe, kontrakt nie przewidywał osobnych pomieszczeń dla burmistrza czy rady miejskiej, co sugeruje, że ich obrady odbywały się w „wielkiej izbie” na parterze. Handel, wymiar sprawiedliwości i administracja funkcjonowały tu pod jednym dachem, a dzwon na wieżyczce, jak odnotowano w 1756 roku, zwoływał mieszkańców na wybory burmistrza. Jak bliskie to było sąsiedztwo, pokazuje zapis sądowy z 1767 roku dotyczący zniewagi, do której doszło „publicznie na Ratuszu przy mięsnych jatkach”.

3. Sprawiedliwość na Progu: Kiedy Ratusz Zastępował Pręgierz

Każde szanujące się miasto miało pręgierz – symbol władzy sądowniczej i narzędzie odstraszania. Jednak w Krobi pręgierza nie było. Jego rolę pełnił… próg ratusza. To właśnie tam, na progu symbolu władzy, miasto urządzało publiczny spektakl kary i upokorzenia. Brutalność tej praktyki ilustruje wyrok sądu wójtowskiego z 1764 roku w sprawie o kradzież:

(…) sąd ią tedy rozkazał skarać publicznie na Progu Ratuszowym plagami 100.

Historia ta kryje w sobie wspaniałą ironię. W innej sprawie z tego samego roku na karę chłosty w tym samym miejscu skazano złodzieja, który ukradł między innymi… kłódkę z ratusza. Czasem kary wymierzano również wewnątrz. W 1777 roku pewien mieszczanin za napad o charakterze chuligańskim został skazany na sto plag, które miał odebrać „na Sali Ratuszney”. To pokazuje, jak cienka była granica między majestatem urzędu a jego najbardziej surowym, fizycznym obliczem.

4. Drewno Udające Mur: Zaginiony Świat Ambitnej Architektury

Historia ratusza w Krobi obala jeszcze jeden mit. Wbrew naszym wyobrażeniom, ogromna większość ratuszy w Polsce w tamtym okresie była drewniana. Na murowaną siedzibę stać było tylko najbogatsze ośrodki. Do dziś przetrwał tylko jeden taki budynek – ratusz w Sulmierzycach.

Nie były to jednak proste chaty. Opis Krobi z 1805 roku podaje, że ratusz wzniesiono „z blochów pociągniętych lekko gliną”, a jego fundament „składa się tylko z kamieni polnych i gliny i to położonych tuż na ziemi”. Ta z pozoru prymitywna konstrukcja skrywała wielkie ambicje. Jak zauważa badaczka Barbara Arciszewska, drewniane ratusze często „ambitnie naśladowały formy murowane, odtwarzając rozwiązania znane z architektury murowanej, takie jak portyki, monumentalne klatki schodowe czy wieże”. Budowniczowie, mimo ograniczeń, starali się nadać tym budynkom reprezentacyjny charakter. Ratusz w Krobi był częścią tego zaginionego, ale niezwykle ambitnego nurtu w polskiej architekturze.

Zakończenie: Pytania Zamknięte w Archiwach

Odkrycie jednego, zapomnianego kontraktu budowlanego pozwoliło badaczom zajrzeć do świata, który bezpowrotnie zniknął. Drewniany ratusz w Krobi był nie tylko budynkiem, ale tętniącym życiem centrum, gdzie na niewielkiej przestrzeni krzyżowały się losy kupców, urzędników, rzemieślników i skazańców.

Historia ta uświadamia nam, jak wiele jeszcze nie wiemy o przeszłości. Pozostaje tylko zadać sobie pytanie: ile jeszcze podobnych historii o życiu naszych przodków kryje się w zakurzonych archiwach, czekając na jednego badacza, który przywróci je do życia?